Zderzenie z realnym mowieniem i lekki niesmak

4 lata temuostatnia aktywność: 4 lata temu
Czesc. Moze nie jestem zaawansowany, ale rozmawialem juz z native speakerami przez skype. Ok te rozmowy nie byly piekne, ale jak byl temat to zawsze potrafilem cos powiedziec w kilku zdaniach. Dzis zderzylem sie z rozmowa ‘zwykla’ co ciekawe z osoba wcale nie mowiaca biegle, ale to co mnie zabolalo, ze zaczalem sie jakac, blokowac i nagle poczulem jak bym mial dostep do zaledwie max 10% tego co potrafie.
Kiedy to minie?
Ile godzin “przegadaliscie” zeby swobodnie mowic?
alez to jest frustujace...
Przepraszam za narzekanie, ale poczatki mimo, ze wczesniej przygotowywalem sie ok 30 godzin rozmow przez Skype i tak zmiazdzyly mnie.
Vito88

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

 

Odpowiedzi: 6

Ja walczę od roku, że poprawić angielski. Mam konwersacje, normalny kurs, słucham angielskiego (kiepsko z samym słuchaniem), oglądam filmy z angielskimi napisami. Jestem gdzieś między B1 a B2. Gramatykę nawet całkiem mam ok, jak na ten poziom. Co z tego jak wciąż (wciąż!!!) z mówieniem kiepsko. Też rozmawiam trochę przez skype ale dopiero zaczęłam, więc to było kilka godzin. Ale i te konwersacje mam, echh... Mówię nieskładnie, chcę powiedzieć na raz za dużo i się totalnie plączę. Zaczynam przekombinowywać z czasami, chciałabym być hiperpoprawna, a wychodzi... Zdarza mi się powiedzieć coś w stylu - childrenS. Głupie błędy, ale potem chciałabym bić głową w ścianę. Ale powiem Ci paradoks, ponieważ rozmawiam przez skype wymiennie - tzn pół na pół polski-angielski - te osoby robią koszmarne błędy w polskim, ale cierpliwie poprawiam lub nie, istotne, że mówią. I wcale mnie to nie nakręca, żeby myśleć o nich ŹLE. Nie wiem dlaczego zakładam, że w analogicznej sytuacji ktoś myśli źle o moim angielskim... Tzn. wiem.... nie znać angielskiego w dzisiejszych czasach to jednak chyba megawstyd, a znać polski (nawet liźnięty) między mandaryńskim, koreańskim czy innym to powód do dumy...
kotagus
4 lata temuzmieniany: 4 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Bardzo ważny jest TEMAT na który rozmawiasz i słownictwo. Dobrze jest się przygotować na tematy rozmowy, bo w większości mówimy o tym samym nie zdając sobie z tego sprawy.
Miałem okazję pracować jako tłumacz w kancelarii prawniczej w Dublinie i te tematy w miarę miałem opanowane. Parę razy jednak wysłano mnie do pomocy przy konsultacji medycznej i do dzisiaj to pamiętam.,... to była totalna porażka. Nawet poprosiłem żeby mnie więcej nie posyłali do tego typu zadań. Mój zasób słownictwa w tym temacie był tak mały, że dla odbiorcy wyglądałem jak basic english...
Tak wiec dobrze jest przygotować,a wtedy mało co cię zaskoczy. Z twoim rozmówcą pewno rozmawiałeś na tematy, których nigdy nie poruszaliście na Skypie.
halkins
4 lata temuzmieniany: 4 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Moim zdaniem wszystko zalezy od praktyki i zasobnosci naszego slownictwa - 10% z 50.000 czy 100.000 - slow i zwrotow to juz jest pokazny zasob. W Londynie mi sie fajnie z ludzmi rozmawia bo dla co drugiego mieszkanca Londynu - jezyk angielski tez jest drugim jezykiem i tacy rozmowcy wiedza jaki wysilek i pracy potrzeba aby opanowac jezyk obcy.

Dzisiaj podchmielona Angielka, wyczula moj dziwny akcent i pytala mi sie skad jestem, mowie ze wschodniego Londynu...
i przestala mnie molestowac o narodowosc.

Nie ma sie co przejmowac jak sie mowi tylko mowic, mowic, mowic.
piotr.grela

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Piotrze słuszna uwaga - mówić. Jednak gdy jestem u siebie i ani Angielek, ani Anglików, ani innych użytkowników angielskiego nie ma w około, pozostaje dużo uczyć się prawie na pamięć, ćwiczyć na głos wyrazy zdania tak by nie były one czytane mówione po polsku mimo iż są towyrazy zdania angielskie.

W takiej sytuacji eTutor jest dobrym przyjacielem.

I trzeba mówić po angielsku samemu do lustra ( Twoją dobra rada).
To co napisał halkins jest ważne.
abmmichal
4 lata temuzmieniany: 4 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Michal dzieki! Na poczatku mojego pobytu w Wielkiej Brytanii - najbardziej denerwowala mnie jedna rzecz, ze chcialem cos powiedziec a nie znalem slowa lub zwrotu. Teraz jakbym mial sie uczyc od nowa jakiegos jezyka obcego, to mniej na poczatku uczylbym sie rzadkich slow a wiecej calych zwrotow.
piotr.grela

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Dla mnie pierwszych kilkadziesiąt długich konwersacji z cudzoziemcami to był duży problem. Brakowało mi słów i nie wiedziałam, jak poprawnie zbudować zdanie - a koncentrowałam się na poprawności, a nie na tym, żeby się wypowiedzieć. Mój angielski kompletnie zardzewiał od czasów szkoły średniej, gdzie ledwo opanowałam go do poziomu mocnego B1, a lektoraty na uczelni to był śmiech na sali. Ale jakoś przygotowałam się do PET (Speaking poszedł mi najgorzej), który był wymagany na zakończenie lektoratów, i to mnie jakoś zmobilizowało do używania języka - no bo mam już papier, że COŚ tam umiem. Dlatego zaczęłam próbować rozmawiać.
Z czasem nabrałam biegłości, to zajęło mi kilka lat używania języka (nigdzie się go w tym czasie nie uczyłam w usystematyzowany sposób, ale miałam chłopaka ze Szwajcarii) i teraz nadal robię głupie błędy (mouses) i mieszam czasy, ale... nikt o to nie dba. Porozumiewam się swobodnie (poziom obecny: B2/C1), a inni ludzie nawet mój angielski chwalą. W Polsce kładzie się paraliżujący nacisk na poprawność i w ogóle nie uczy mówienia, a mówić trzeba odkąd się da radę wypowiedzieć dwa niepełne zdania na krzyż.
noemi1985
piotr.grela - Noemi1985 masz racje. Nawet moj przyszly ziec, co jest rodowitym Anglikiem, czesto robi bledy gramatyczne i sie tym nie przejmuje. Ja jestem introwertykiem, nie lubie rozmawiac z ludzmi o pierdolach. Mam duzy zasob slownictwa ale wiem, ze nigdy nie bede mowil jak naitive speaker. Za duzo robie bledow w wymowie, zapominam ze angielskie "i" nigdy nie brzmi jak polskie "i". Ale za to bardzo lubie czytac i to mi pomaga rozwiazywac nawet trudne prawnicze problemy
.
- 4 lata temu
halkins - @noemi1985
Mnie nie raz zaskoczyli Irlandczycy którzy nie znali niektórych słów po angielsku. Kiedy na ten temat rozmawialiśmy, to słyszałem że "tak gadają tylko w TV", a nikt na ulicy tak nie mówi. Rzeczywiście w Polsce kładzie się nacisk na regułki i słówka które ni jak się potem mają do rzeczywistości.
Pamiętam kiedy musiałem opisać "plastikowy przeźroczysty woreczek" i ciągle używałem słowa "TRANSPARENT", no bo tak pisało w słowniczku, ale nikt tego nie skapował :-) Dla nich woreczek był CLEAR... :-) :-) :-)
Trzeba po prostu mówić i mówić gdzie tylko się da...
- 4 lata temu zmieniany: 4 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Podobne wątki

Pomoc i wsparcie