Nauka nie takie to proste jak sie moze wydawac

4 lata temuostatnia aktywność: 2 lata temu
Aby się uczuć trzeba mieć czas ostatnio robiłem specjalnie 15 min minimum tak jak jest sugerowane prawda jest taka ze może i więcej człowiek rozumie ale do wymowy to daleka droga . Rozmawiałem sam ze sobą nic mi to nie daje a będąc w Uk czasem wychodzę tylko na głupka jestem rok na platformie eTutor i wyniki mam ok 1% wiedzy wiec super gratuluje tym co się udało .
Januszm84
abmmichal - ciekawi mnie jak długi jest był okres prób mówienia do siebie np. miesiąc każdego dnia. Mnie jest bardzo trudno się przełamywać, ale te próby są sensownie. czynię to może dziwacznie - bo gdy nie udaje się mówić na temat, mówię cokolwiek. Nawet oderwane zdania, byle mówić. Przynosi to efekty !! Nie lubeię tego ćwiczenia ale przydaje się w nauce. - 4 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

 

Odpowiedzi: 12

No pain, no gain... How long have you been learning English? Now beeing in the UK you have a great opportunity to improve your skills, especially in spoken part. Take the opportunity and speak, once again speak!!! I jealous you a little bit. I know that you feel embarrased and you think that everybody laughs at you. I can assure you that you're wrong. Brits will appreciate that you try and of course help you. I know that you don't have much time. After all you went there earn a living. But try don't surround yourself with Poles. It works. After a while you will be feel more and more confident in speaking. Simply you don't have choice and you must survive. In my opinion the best teacher is THE LIFE. Good luck.
aisak85

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Jest tak jak piszesz: ciężko, mało efektownie, załamująco. Sam mając 54 lata, doświadczam jak łatwo nauka wchodzi młodym. Jednak czy widzisz alternatywę?

Poza wyjazdem do kraju angielskojęzycznego i pracą tam w kontakcie werbalnym (barman, kelner) mogę sobie wyobrazić:
- wynajmujesz stancję studentowi filologii angielskiej za 25-30 godzin zegarowych korepetycji i konwersacji miesięcznie, czyli po polsku się nie odzywacie!
- zamieniasz polskie radio na brytyjskie/amerykańskie (odbierane przez internet), również w samochodzie (ja rozumiem w ten sposób 20-30%. Tylko?? - trudno.
- zamiast TV siedzisz na YouTube i wciągasz lekcje o gramatyce i wymowie prowadzone przez native speakers. Tam mówią wolniej i wyraźniej. Tak można zrozumieć już przynajmniej 50%.

Czy sam tak robię? Niezbyt. Bo (jak napisałeś) są to działania wymagające czasu, którego nie chcemy / nie potrafimy na naukę przeznaczyć.

[...]@Januszm84:** Ile czasu poświęcasz na eTutor? Z Twojej rangi (Zdobywca) widać statystycznie, że między 7 a 15 minut dziennie przez ostatnie 6 m-cy. Nie jest to wg. mnie dużo. Za kilkanaście złotych miesięcznie (eTutor w promocji) może warto nieco więcej?
parseq
4 lata temuzmieniany: 4 lata temu
piotr.grela - paraseq jak na 54 lata to niezle Ci idzie. Ja mam 10 lat mniej i juz pamiec mi szwankuje. - 4 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Daje -1
Nie lubie biadolenia.

Zawsze mozna sie uczyc, nawet malo efektywnie, ale jednak "cos" robic.

Mozesz sie uczyc podczas jazdy autobusem, rowerem, prasujac ubrania, myjac zeby.

W ramach rozgrzewki proponuje wyrzucić telewizor i wstawac 15 minut wczesniej.

Nagle czasu robi sie troche wiecej, right?
kktm

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

[...]@kktm:** Biadolenie faktycznie cofa i wycina. Hurra-optymizm w reklamowym stylu "już 15 minut dziennie daje efekty" jednak też głęboko załamuje ilością tych efektów widzianych/mierzonych po 6 czy 12 miesiącach nauki.
Nie ma co się i innych oszukiwać. Nauka języka obcego (szczególnie w wieku daleeeekim od szkolnego) jest jak leśna partyzantka - większa część roku to nie lato! Jest zimno, mokro, a wróg ciągle mocny. Bywa, że strzela i są ranni (frustracja, motywacyjna dziura). Część żołnierzy polegnie. Jak widać, że po roku trzeba poświęcić jeszcze dalsze pięć lat, to skąd brać amunicję?

Gdyby było inaczej, to licea z poszerzonym językiem obcym opuszczaliby sami zwycięzcy - konwersujący użytkownicy Netflix'a w wersji angielskiej (bez napisów :-) ).

Jeżdżę kierując autem, nie autobusem. Rower kocham, ale kolana zużyte szwankują. Nie prasuję, wieszam na wieszakach, bo tak szybciej. Zęby myję gdzie się da - raz w kuchni, raz nad wanną i już się cieszę, jak dzieci też myją. Z TV dawno zrezygnowałem. 15 minut wcześniej? - już teraz za późno chodzę spać, też przez eTutora.

Co mnie więc motywuje?
1. Kontynuuję, bo nie chcę stracić rezultatu dotychczasowego wysiłku.
2. Chcę zyskać praktyczną umiejętność wyróżniającą mnie od tych co się poddali.

@kktm - ponad 4,5 roku codziennie, gratuluję i zazdroszczę wytrwałości!
parseq
4 lata temuzmieniany: 4 lata temu
piotr.grela - Czy zauwazyliscie, ze im bardziej robimy sie starsi to mniej mamy czasu i ten czas jakby szybciej przemijal od urodzin do urodzin. Jak chcialbym wrocic do przedszkola i sie troche ponudzic :-) - 4 lata temu zmieniany: 4 lata temu
parseq - Tak. Przejmujemy na siebie różne obowiązki i rytuały (może stopniowo i niepostrzeżenie), które zabierają czas. Wydajność nam spada (znów małymi krokami) i pamięć notuje coraz mniej bieżącej treści, więc ostatni rok staje się "krótszy" od tych z głębszej przeszłości. - 4 lata temu zmieniany: 4 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Ze mną jest jest tak, że dopiero systematyczna nauka po dwie do trzech godzin dziennie (powtórki, gry językowe, YT, nowe lekcje) daje znaczne postępy. Zmniejszając czas poświęcony na naukę, też mam obawy, że zgubię dotychczasowy wysiłek.
ang-nsw
4 lata temuzmieniany: 4 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

No i myślę, że teraz parseq doszedł do sedna sprawy. Niezbyt przyjemna prawda jest taka, że największy potencjał do nauki ma niemowlak. Odtąd z roku na rok możliwości przyswajania nowych informacji są coraz mniejsze. Nie chodzi o zgłębianie jakiejś naukowej wiedzy, bo dziecko sobie z tym nie poradzi, ale o umiejętności.

Mam 24 lata i choćbym nie wiem, jak się starał i ile godzin dziennie trenował, i tak nie mam szans zostać arcymistrzem szachów albo wybitnym pianistą. Nie bez powodu mistrzami w tego typu dziedzinach zostają zwykle osoby, które zaczęły ćwiczenia w wieku 5-7 lat. Mózg dziecka inaczej przetwarza dane i jest bardziej "otwarty" na nowe rzeczy. Mówi się przecież, że dziecko chłonie jak gąbka i tak rzeczywiście jest.
Podobnie to wygląda z językiem. Język, na który jesteśmy wystawieni od dziecka, staje się naszym punktem odniesienia, zupełnie obrazowo nazywanym po angielsku "mother tongue". To w tych najwcześniejszych latach kształtuje się cały sposób językowego wyrażania myśli. Noam Chomsky, wybitny amerykański lingwista, w drugiej połowie XX wieku przedstawił jedną z najbardziej wpływowych teorii na temat kształtowania się języka u dzieci. Według niego wszyscy mają w mózgu wrodzone struktury umożliwiające opanowanie każdego możliwego języka — gramatyki, wymowy i słownictwa. Dopiero w trakcie wychowania cały aparat mowy i sposób myślenia dostosowują się do jednego, wybranego systemu. Dziecko nie wkłada żadnego wysiłku w naukę — wszystko dzieje się samo. Ta teoria zahacza nie tylko o językoznawstwo, ale i szerzej — o filozofię języka. Może podoba mi się tak bardzo dlatego, że studiowałem filozofię.

Nie ma jednej pewnej metody uczenia. Co z tego, że wiele osób poleca oglądanie amerykańskich seriali w oryginale, skoro nie lubię oglądać seriali. Najlepiej znaleźć coś, co będzie sprawiało przyjemność i nie będzie uczeniem się na siłę. Najskuteczniejszy sposób to i tak według mnie mówienie. Jeśli ktoś ma okazję mieszkać dłużej za granicą, to może więcej ćwiczyć i dużo szybciej się uczyć. Największą trudnością jest wtedy przełamanie się i nieprzejmowanie błędami. Ale w Polsce? Nie ma za bardzo gdzie rozmawiać. Nawet jeśli otaczamy się językiem, co staram się usilnie robić, oraz chcemy mieć z nim dużo kontaktu, wciąż istnieją duże ograniczenia. Język wyuczony za dziecka zawsze będzie bardziej trwały, w przeciwieństwie do "drugiego" języka, który o wiele łatwiej się zapomina.

Nie potrafię ocenić skuteczności uczenia się przez eTutor. Nauka 15 minut dziennie? Nie ma szans. Czegoś się nauczy, ale pewnie nie będzie to tak duży postęp, jakiego by się oczekiwało. Tę myśl gorzko wyraził autor tematu.
Możliwość korzystania z kursu dostałem w ramach studiów. Gdyby nie to, pewnie bym się nie zdecydował. Ten sposób przerabiania lekcji niezbyt do mnie trafia, wobec czego zrobiłem tylko kilka. O wiele bardziej polubiłem za to forum i możliwość pisania odpowiedzi. Żeby dobrze coś wyjaśnić, podać szerszy kontekst i zasady językowe dotyczące postawionego problemu, muszę sobie przypomnieć różne rzeczy albo wprost nauczyć się nowych. Niektóre kwestie w języku są przedmiotem dyskusji. Prowadzenie sporów także rozwija. A nierzadko przecież popełnia się przy tym błędy.

Tak już jest. Co zrobić... Pozostaje znaleźć sobie jakiś powód i własny sposób motywowania się do zgłębiania języka. Języki zawsze "wchodziły" mi łatwo i po skończeniu liceum osiągnąłem duże postępy w angielskim, ucząc się samemu. Pomimo tego i tak bez przerwy przychodzi zniechęcenie. Zwykle kiedy się czegoś podejmuję, chcę być w tym jak najlepszy. Trudno się pogodzić z tym, że właściwie nigdy nie osiągnę biegłości native speakera.

Próbowałem udzielać się na forum językowym z pytaniami po angielsku, ale szybko zorientowałem się, jak wielu rzeczy jeszcze nie wiem. Nawet w prostych sprawach muszę się upewniać, podczas gdy jakiś Anglik pisze to bez problemu i zwykle lepiej niż ja.

Mimo to zdarza się, że ktoś, kto zna angielski od dziecka, popełnia błędy albo nie umie czegoś wyjaśnić, a ja po całej tej nauce potrafię. Nawet taka prosta rzecz, że czasami przeskoczy się native'a, sprawia satysfakcję. W dodatku lubię słuchać tego języka i interesuję się Stanami. Dlatego nie przestaję.
Trzeba mieć cel i uczyć się na spokojnie, bez dużych oczekiwań, ot co.
Gość
abmmichal - Newyork City - masz rację, na dłuższą metę jest to bardzo dobre podejście [ CEL +UCZYĆ SIĘ + BEZ OCZEKIWAŃ].

Im dalej w las tym mniej się widzi postępów, bardzo trudno jest przejść do poziomu zaawansowanego. Szczególnie jeśli uczę się w Polsce, w takiej sytuacji dochodzi silny niekorzystny problem gubienia tego co nauczyłeś się że zdwojoną mocą.
- 3 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Dziękuje za zrozumienie dokładnie tak jest w wieku 44 lat można coś tam łyknąć ale mówić biegle uważam za nie realne . Jednak lata robią swoje do tego praca ja nocna zmiana zmęczenie obowiązki domowe rodzina i chwila dla siebie dla mnie to nie takie proste .
Januszm84

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Cześć,

opowiem Wam wzruszającą :) i motywującą historię Pani, z którą kilka lat temu rozmawiałem przy okazji audytu rekrutacyjnego wymaganego do stanowiska w dużej firmie farmaceutycznej.

Pani zrobiła test przy mnie, 60 pytań gramatyczno-leksykalnych, potem było 15-20 minut rozmowy na tematy ogólne oraz biznesowe, przy okazji sprawdzone zostały prawie wszystkie struktury gramatyczne. Pani była bardzo komunikatywna, pojawiały się sporadyczne błędy czy pomyłki w doborze czasów, niemniej poziom obecny na teście i rozmowie wyszedł w okolicy B1 Intermediate.

Po rozmowie okazało się, że Pani uczy się angielskiego zaczynając od A1 od niecałego roku (rozmowa była we wrześniu, a zaczęła w styczniu) bo chce bardzo zmienić pracę. Po wielu latach studiów okazało się, że praca w aptece nie jest dla niej (godziny, obsługa klienta itd.), ale tak się poświęciła, żeby ją zdobyć, że trochę zapomniała o nauce języka. Przy okazji jej mąż był lektorem angielskiego, więc zawarli układ, że jeśli cokolwiek chce zmienić to musi się ostro wziąć do nauki i postanowili w domu komunikować się tylko po angielsku (wszelkie kłótnie podobno również:)), wszystkie sprzęty w domu obkleiła karteczkami z angielskimi tłumaczeniami, filmy/seriale po angielsku, czytanie słownika/gazet/internetu absolutnie zanurzyła się w tym języku - no i wyszło B1 z mocną rekomendacją na kontynuowanie nauki na B1+/B2, co bardzo Panią ucieszyło.

Oczywiście, sytuacja dosyć specyficzna, ale jeśli zastanowicie się ile czasu poświęcacie na naukę języka na platformie, a potem jeszcze otoczenie się nim w życiu prywatnym/pracy. Im większy kontakt, tym szybsze będą efekty. Odnośnie do wieku, znam osobiście osoby 50+, które zaczynały naukę angielskiego od zera, a pracowały w zakładzie produkcyjnym na Podlasiu, z małym kontaktem z językiem. Po roku, dwóch przy najzwyklejszych zajęciach 2x90 minut z lektorem w tygodniu, był progres, więc można się tylko zastanowić jak szybko nauczyliby się używając nowoczesnych rozwiązań.

Ja zawodowo zajmuję się od kilkunastu lat uczeniem dorosłych i paradoksalnie po kilku tysiącach rozmów poziomujących wychodzi, że im starszy jest kursant tym więcej czasu ma na naukę, szczególnie jak połączy ją ze swoim hobby:)

Rozmawiałem miesiąc temu z pracownikiem firmy z mocnym północnym akcentem i spytałem jak długo był w okolicach Manchesteru, okazało się, że najdalej był w Czechach:) Codziennie ogląda filmy o spawaniu na YouTube, sam pracuje w administracji, ale ma takie hobby, a że akurat jakiś większy kanał na YT prowadzony jest przez Anglika z północy, to taki akurat akcent zaczął kopiować.
lsennik
Pracownik eTutor
parseq - Też bym chciał móc z kimś w domu przejść na inny język!
Może by tak wynająć kogoś z Indii jako pomoc domową?? :-)
Wiem, że jest to ekstremalnie skuteczne, bo mieszkając w Polsce zrobiłem to kiedyś z moją córką. Mówiłem do niej od urodzenia po niemiecku (nie całkowicie, ale w znacznym stopniu, również w sklepie, w przedszkolu itd.) przez ok. 8 lat. Telewizor był oglądany tylko w języku obcym (Kika = Kinderkanal). To w połączeniu z pracą własną córki (czytanie) zaawocowało pierwszym miejscem w kraju na olimpiadzie języka niemieckiego. (Chodzi mi pokazanie skali efektu.)
- 4 lata temu zmieniany: 4 lata temu
kktm - parseq- szacun
To co pokazałeś pracując z córką zasługuje na najwyższe uznanie.

Good job, well done mate.
- 4 lata temu
parseq - Dziękuję.
Zupełnie nie rozumiem nauczycieli języka obcego - nie poznałem żadnego, który dokonałby takiego dzieła nauki z własnymi (rodzonymi) dziećmi. Może mają po fajrancie już tak dosyć swego fachu, że nie potrafią?
Moja córka (19 lat) jest dwujęzyczna. Pozostała młodsza dwójka przynajmniej swobodnie ogląda niemiecką telewizję i filmy.
- 4 lata temu zmieniany: 4 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Trzeba sobie postawić cele i założenia i trzeźwo podejść do sprawy

1. Osoba dorosła nie nauczy się biegle mówić po angielsku. Niczego to nie zmienia. Jeżdząć na rowerze nie zostanę kolarzem. Jeżdząć samochodem nie zostanę rajdowcem. Jakoś z tym żyję i mam się z tym dobrze.

2. Pytanie czy lepiej dukać i jakoś się komunikować, czy milczeć i nic nie rozumieć?

3. Nauka zaawansowanej gramatyki choć ma sens, to nie ma przełożenia praktycznego. Może się przyda przy rozwiązywaniu testów, ale jest to umiejętność bezużyteczna. Nawet jak się czegość nauczymy to w mowie tego nie wykorzystamy, w piśmie być może.
Trzeba skupiać się na podstawach, robić błędy. Lepiej robić błędy i coś przekazywać w konwersacji niż nie robić nic.

4. Ludzie starsi (jak ja) nie mają czasu siedzieć z książkami i studiować. Audiobooki, podcasty zapewniają ciągły napływ danych do analizy przez mózg. Ważne aby materiał był w miarę zrozumiały przez studenta. W przypadku tak popularnego języka jak angielskiego każdy znajdzie odpowiednie materiały. Oczywiście nie leżą na tacy, trzeba poszukać, ale raczej każdy dobierze coś dla siebie. Słuchanie za trudnego materiału moim zdaniem nie ma sensu. Trzeba stopniowo "podkręcać poziom".

5. "Efekty uboczne" osłuchanie przez kilka lat, to łatwość zapamiętywania nowego słownictwa, bo brzmi ono znajomo. Podtrzymywanie słownictwa poznanego, bo ciągle się z nim spotykamy. Rozumienie przekazu mówionego.

6. Odpuściłem w powtórkach złę ocenianie przy delikatnym przekręcaniu wyrazów. W dobie autokorekty w edytorach tekstu literówki nie mają znaczenia. Zakładam, że uczymy się dla siebie, a nie dla np oceny w szkole.

7. Nie ma sensu wnikać w szczegóły języka. To spowalnia. Trzeba iść dalej.

8. Słuchać języka można wszędzie. Para bezprzewodowych słuchawek które wiszą na szyi i można je założyć to połowa sukcesu.
Zakładamy je przy myciu naczyń, prasowaniu, myciu zębów, dojazdu do pracy, jazdy samochodem itp. Widzicie to? Mnóstwo czasu jest do dyspozycji.

9. Książki po polsku- do kosza. Umiecie czytać po polsku, szkoda czasu więc na nie. Zamienniki po angielsku w różnych stopniach trudności są dostępne od lat.

10. Najważniejsze, nauka musi być przyjemna. Na pewno nie musi być nudna.

11. Powtórki, powtórki, powtórki- tu etutor rozwiązuje problem.
kktm
4 lata temuzmieniany: 4 lata temu
parseq - Dużo trafnych spotrzeżeń i wskazówek !! - 4 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Wczoraj po rozmowie z przyszlym zieciem, moja corka powiedziala mi, ze dalej mam mocny polski akcent. A ja do niej mowie: "I'm proud of my polish accent and my ancestry".

35 lat temu gdy mialem 10 lat, nie bylo YouTube'a, ksiazek, kaset.
Wypozyczylem jedyna dostepna ksiazke z biblioteki do nauki angielskiego i uczylem sie czytac po angielsku, tak jak czytalem po polsku dokladnie wymawiajac kazda litere i taka nieszczesna wymowa, czasami mi sie wyrwie :-(

Sobie i innym chcacym poprawic swoj angielski (brytyjski) akcent polecam film na YouTube: "The Top 10 tips for perfect (British) English pronunciation" https://m.youtube.com/watch?v=tC1z0TY7Y3A
piotr.grela
4 lata temuzmieniany: 4 lata temu
kktm - Piotrze, pomyśl jak potoczyła by się twoja nauka języka, gdybyś w młodości miał dostęp do tych wszystkich materiałów, ktróre są dostępne obecnie. Hmm, strach się bać :) - 3 lata temu

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Może się narażę, ale popieram promocję 15 minut nauki dziennie. Autorzy mówią 15 dziennie ma sens. 15 minut przerobisz lub powtórzysz sensowną partię lekcji, tak zorganizowaliśmy program szkoły. Jeśli będziesz systematyczny nauczysz się sporo.

Myślę, że nawet NEWYORKCITY, może się przełamać. Lekcje od poziomu b1, będzie przerabiał 8-10 minut, a w co drugiej lub trzeciej lekcji znajdzie potwierdzenie własnej wiedzy lub umiejętności, lub coś nowego odkryje.
abmmichal

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.

Pewnie, można i 15 minut dziennie. Zależy, jak komu lepiej korzystać z portalu. Lepiej mniej i mieć jakąś motywację do nauki niż kilka godzin na siłę, bo wtedy słabiej to wychodzi i można się zniechęcić. Skoro o mnie mowa, to fakt, że przerabiając lekcje, nawet jakieś z B1, pewnie trafiłbym na nowe rzeczy albo coś sobie przypomniał, ale i tak nie przepadam za taką formą. Po prostu od C1 tego typu lekcje to zdecydowanie za mało. Na zaawansowanym poziomie rozwija przede wszystkim mówienie i pisanie, a tego na tym portalu nie ma. Są ćwiczenia z pisaniem, ale sprawdzane przez automat, który może poprawić tylko najprostsze błędy. Nawet lekcje C2 w moim przypadku to jest tak właściwie klikanie 5 minut i koniec lekcji. Test jest prosty, bo wybieranie 1 z 3 opcji albo dopasowanie obrazków to przecież żadna trudność. Gramatyka się przydaje — nie trzeba szukać i dużo rzeczy jest opisane, ale bardziej interesuje mnie stosowanie tego, a nie samo czytanie. Jest jeszcze ten algorytm uczenia się słówek, tyle że nie lubię takiego mechanicznego wkuwania słów, których potem nie używam. Trudno też powtarzać, kiedy pyta o słowa w określonym kontekście i trzeba jakoś przerabiać te powtórki, żeby wiedzieć o które znaczenie chodzi. Poza tym wolę słownik eng-eng, a nie z tłumaczeniem. Nie wiem, może za dużo wymagam i non-native speaker musi się uczyć w ten sposób. Dla początkujących to pewnie przystępna forma nauki. Abonament i tak mam tylko do 30 czerwca i już raczej nie przedłużę, bo szkoda mi kasy. Najlepiej korzystało mi się z forum, bo lubię odpowiadać na pytania, chociaż nie wiem, po co poświęcam na to tyle czasu. W końcu to pracownikom etutora płacą za customer support. No ale zawsze czegoś tam można się nauczyć, szukając materiałów do napisania odpowiedzi.
Gość

Wykup dostęp, aby dodać komentarz.